Kiedy wspominam sobie studia w Polsce, calkiem naturalne i oczywiste wydawalo mi sie zwracanie sie do swoich wykladowcow: "Panie Profesorze"/ "Pani Profesor"
I nie wazne bylo czy owa osoba rzeczywiscie byla profesorem, doktorem czy tez magistrem.
Kazdego nazywalo sie Profesorem.
Zatem rozroznialo sie wszystkich profesorow po nazwisku.
byl na przyklad Profesor Kowalski czy Profesor Nowak.
Ot tak, pelen szacun. Pod kazdym wzgledem.
A owi profesorowie obrastali sobie w piorka darzeni przeogromnym szacunkiem pokornych studenciakow.
Bardzo zdziwil mnie stosunek do wykladowcow w Anglii. Tutaj nie tylko nie tytuuje sie wykladowcow per Professor itp, tutaj nawet nie uzywa sie nazwisk , czy tez Pan /Pani, ale do wszystkich zwracamy sie po imieniu.
Trudno bylo mi to pojac i zaakceptowac. A jeszcze trudniej do mega wyksztacoego czlowieka po 50-tce powiedziec "Tom". No bo jakzez to tak wypada???? Nie wypada!!!
Ale przemoglam sie, wszyscy tak robia to i ja zaczelam.
Do wykladowcow nie tylko zwracamy sie po imieniu ale i zamiast "dziendobry" mowimy "czesc".
Tak wiec wyobrazcie sobie taka scenke:
20-letni student mija 56-leniego profesora od etyki z kilkudziesiecioletnim doswiadczeniem.
Nastepuje dialog:
Student: "Hi Tom, all right?"
Profesor:" Hi, yeah, fine, and you?"
Student: "Ok, cheers. Have you marked our assignments?"
Profesor: "Not yet, but I'm gonna mark them over the weekend"
Student: "That's cool, cheers Tom, bye"
Mowienie do wykladowcow po imieniu, czy "czesc" to jedno, ale to jeszcze nie wszystko. Studenci i wykladowcy sa znajomymi na facebooku, komentuja wzajemnie swoje zdjecia i zachowuja sie jak rowni sobie koledzy. I to juz jest dla mnie lekka przesada, no bo gdzie tu jakikolwiek profesjonalizm?
Tak samo jest w szpitalu. Studenci zwracaja sie do osoby na najwyzszym stanowisku na oddziale po imieniu. Nikt tam nie powie: "Good morning mister Morris", za to kazdy powie: "Hi Phil, all right?"
No paranoja jakas...?
W Polsce wiekszosc lekarzy oczekuje specjalnego traktowania, uwaza sie za duzo lepszych z racji tego , ze sa wyzej postawieni od pracownikow na nizszych stanowiskach a juz tym bardziej od pacjentow.
Tutaj bardzo rzadko zdarza mi sie trafic na osobe, ktora stawia siebie wyzej niz mnie. Bardzo rzadko czuje sie nierowna tym osobom postawionym na duzo wyzszych stanowiskach.
Pamietam lekarzy zajmujacych sie moja swietej pamieci babcia. Wazni, dumni, pewni siebie, niechetni do pacjentow. Za to chetnie wyciagali raczki po lapowki i prezenty... Zenada jakas.
Nigdy nie zdarzylo mi sie spotkac z lapowkarstwem czy prezentami dla lekarzy w Anglii. Mimo to stosunek lekarzy do pacjentow jest zupelnie inny.
Zaloze sie, ze wiele z Was mieszkajacych w Anglii i majacych kontakt z GP ma zupelnie inne i raczej zle zdanie o lekarzach. Ja tez zawsze zle ocenialam GP's i do tej pory nie mam o nich dobrego zdania. Czesto splawiaja czlowieka Paracetamolem i trzeba sie do nich dobijac drzwiami i oknami zeby dostac jakis normalny lek badz skierowanie do specjalisty.
Ale...
Z kolei opieka medyczna na wyzszym poziomie, tzn specjalisci w szpitalu to zupelnie inna bajka. Do tych mam pelen szacun. Choc pewnie wszedzie sa jakies wyjatki.
Znam osoby, ktore wkladaja serce i dusze w swoja prace. Robia nadgodziny, pracuja w nocy, w weekendy. A mimo to zarowno dla pacjentow jak i dla wspolpracownikow sa mega serdeczni i pomocni.
I jakzez tutaj, mimo wszystko do osoby godnej szacunku zwracac sie po imieniu?
Ech, co kraj to obyczaj!