10 lat od dnia, kiedy to przed oltazem powiedzielismy sobie "TAK".

Mowiac wowczas "TAK", bylam pewna obaw i leku o to, co bedzie jesli:
- ...sie nie uda?
- okaze, sie ze to nie TEN?
- z czasem zapragniemy czegos/kogos innego?
- zmienimy sie tak bardzo, ze stracimy zainteresowanie soba nawzajem?
- poklocimy sie tak bardzo , ze nie bedziemy w stanie wybaczyc?
- zakochamy sie w kims innym?
- bedziemy miec inne plany na przyszlosc? Inne potrzeby?
- tesciowa tak nam uprzykrzy zycie, ze nie damy rady byc razem?
- wkrocza w nasze zycie nalogi? zdrada? przemoc?
Mialam jeszcze milion innych watpliwosci, mimo, iz bylismy ze soba juz dluugo, dluuugo i od lat planowalismy slub.
Na szczescie zadna z moich dosc absurdalnych obaw sie nie potwierdzila.
Zmienilismy sie szalenie w ciagu tych dziesieciu lat.
Przetrwalismy razem kilkanascie przeprowadzek, kilka zmian pracy, narodziny dwojga dzieci, choroby kazdego z nas, porazki, upadki, niepowodzenia, trudy, sukcesy...
Osiagnelismy szalenie zarowno jako para jak i kazde z osobna.
A najwazniejsze jest to, ze wciaz patrzymy w te sama strone, mamy te same plany i marzenia.
Teraz nie mam juz obaw, teraz wierze w nas i nasza milosc duzo duuuzo bardziej. Wierze tez w nasza sile i nasza przyszlosc. Moze to dosc naiwne, bo rozne przykre niespodzianki przychodza do czlowieka z nienacka. Nigdy nie moge byc w 100% pewna, ze do konca zycia bedzie pieknie i idealnie. Ale wierze w to, ze tak bedzie. Wierze znacznie bardziej niz wierzylam 10 lat temu.
Ale co Mu kupic na rocznice slubu??? oto jest pytanie...