Odkad zaczelam nowa prace, pracuje po 12 godzin dziennie, ale dzieki temu mam duzo wiecej wolnych dni.I to luuuubie.
Mam czas dla dzieci, dla rodziny, dla siebie, dla ogrodu, mam wreszcie swoje zycie spowrotem :)
Jezdzimy, zwiedzamy, wypoczywamy, bawimy sie.
Weekend spedzilismy nad morzem. Bylo pieknie, na obiad fish and chips, po angielsku a co, na kolacje chineese, dluuugie spacery po plazy, wszechobecne lody, wieczorem, kiedy dzieci juz spaly, zimne piwko w hotelu. Troche nawet wypoczelam, a to narczej sie nie zdarza :P



Zycie zawodowe uklada mi sie swietnie, nie moge narzekac.
Ale nigdy nie jest idealnie... Jak w pracy dobrze, to w domu zle... Nasz maly autysta strrrasznie nam daje popalic. Ma czasem takie fazy gluuupich zachowan, ze az wstyd z nim gdziekolwiek wyjsc. Czesto zadajemy sobie pytanie "dlaczego my?"
Ciezko opanowac dziecko, ktoremu nic nie mozna wytlumaczyc, ktore nie rozumie, badz nie chce rozumiec, ktore wiecznie chce postawic na swoim, nawet w sytuacjach mega absurdalnych wymagan i problemow.
Nasz autysta nawet nie chce sie bawic zabawkami, woli kamienie, ziemie, bloto, jego zabawy zawsze sa mega brudne, gdziekolwiek idziemy , wraca do domu brudny jak swinka. W dodatku zaaawsze bawi sie jedzeniem, brudzi sie od czubka glowy az do skarpetek, masakra. Myslalam, ze to mu kiedys minie, ale nie mija, wrecz sie nasila.

Sa wiec mega brudne zabawy, zabawy jedzeniem, absurdalne wymagania, krzyki, robienie na zlosc, nadpobudliwosc... Czasem mamy tak dosc, ze nie wiem ile jeszcze wytrzymamy. Czy wogole mozna zniesc jeszcze wiecej? Ile???
Odcinamy sie od ludzi, od rodziny, od znajomych, od swiata.
Zamykamy sie w swoim wlasnym swiecie, no bo z takim dzieckiem to nie wypada do ludzi wyjsc, nie wypada nikogo zaprosic, bo wstyd.
Z drugiej strony brakuje mi osoby, z ktora moglabym szczerze pogadac, brakuje mi kolezanki, bratniej duszy, i takie oto bledne kolo.
Sama siebie niszcze, nie potrafie wyjsc z tego kola, juz nawet nie wiem jak...