Nie mam juz zupelnie czasu dla siebie, na swoje przyjemnosci, na leniuchowanie, na nicnierobienie, na relaks, na pasje, na sport, na nic nie mam czasu.
Chyba przesadzam, mam czas na zabawe w ogrodnika, na sadzenie nowych kwiatow w moim ogrodku.
MImo to, jestem wymeczona pod kazdym wzgledem i wszystko robie w biegu.
Praca pochlania mnie bez reszty. Niedlugo zaczynam nowa prace, gdzie warunki bede miec duzo korzystniejsze, wiec to jakos utrzymuje mnie w pionie. Z drugiej strony mam stresa, czy podolam? Nowe obowiazki, masa nowych umiejetnosci do ogarniecia, wieksza odpowiedzialnosc.. Musze dac rade, nie mam wyboru.
Kiedy jestem w domu, tone w wyrzutach sumienia, ze za malo czasu spedzam z dziecmi, za rzadko wychodzimy, jezdzimy, uczymy sie, bawimy, czytamy, ukladamy z klockow. I nadrabiam zaleglosci, odkupuje stracony czas.
Mam jeszcze meza, dom, sprzatanie, gotowanie... wiecznie COS. Doba jest dla mnie zawsze za krotka.
Co to jest nuda? Lenistwo? Nicnierobienie??? Nie mam pojecia...
Do tego wszystkiego doszedl nam kolejny problem... Mamy neighbours from hell, doslownie... Tak nam daja popalic , ze wysiadam poprostu. A mimo to musze isc do przodu... Wiec ide... na czworaka.
Ale dlaczego zawsze mam pod gore? :/
