Zrobilam wielkie odgracanie szaf. Powyrzucalam stare ubrania, buty, moje, meza, dzieci...
Przyszlo mi to latwiej niz kiedykolwiek wczesniej.
Moze dlatego, ze czeka nas nowy rozdzial w zyciu. I chce go zaczac dobrze, z klasa.
Nie zal mi juz szmat, ktore trzymalam wiele lat, nie zal mi butow, ktorych nie nosilam od lat, ktore pamietaj czasy mojego panienstwa. (dodam, ze jestem 10 lat po slubie!).
Ze swojej kolekcji wyrzucilam sporo. Pozostalo mi 14 par, licze wszystkie buty jakie mam: letnie, zimowe, eleganckie, kalosze a nawet buty do pracy. To chyba nie tak duzo, prawda?
Ciekawa jestem jak liczne sa Wasze kolekcje? jak dlugo nosicie buty? kiedy decydujecie, ze cza by je wyrzucic? Ja jestem mega oszczedna i rozsadek podopowiada mi , by nisic buty dopoki przyslowiowo "nie spadna z nog".
Niedawno bylam w odwiedzinach u kolezanki z pracy, Angielki. Najmniejszy pokoj w jej domu wypelnia jej kolekcja butow, podobno ma okolo 100 par, masa z nich nigdy jeszcze nie noszonych. No masakra jakas...
Nigdy nie posune sie do takich skrajnosci, bo bezsensowne wydawanie pieniedzy po prostu nie sprawia mi przyjemnosci.
Tak czy inaczej odgracienie szaf sprawilo mi wielka radosc. Popralam, poukladalam, dowiedzialam sie wreszcie co mam w szafach. Buty wypolerowalam, poukladalam i az mi lzej. Bo czasami mniej znaczy wiecej i tego sie trzymam.
